Pan S.

„Pan S.”, Czukty 2015

Czai się gdzieś w ciemnym kącie mieszkania i czeka. Potem, przy nadarzającej się okazji staje z Tobą twarzą w twarz i zatapiasz się w jego wielkich ciemnych oczach, z których spływa tylko jedna łza. Pewnie to tylko odróżnia go od strachu. Ta, powodująca ucisk w dołku, łza.

A potem, jakby zasymiluje się z Tobą, prześlizgnie za Twoje powieki i będziecie razem, z poziomu już tylko Twoich oczu, nieco przygasłych (co zaobserwują tylko wnikliwi), patrzeć na świat.

I będzie tak, jakby do jasnego, nasyconego barwą pigmentu dodać odrobinę czerni. Mniej żywy, ale głębszy jakby, poważniejszy będzie ten płomień.

Ani to źle, ani dobrze, ot, taka natura spraw.

Stodoła

„Stodoła”, Czukty 2015

Istnieje w Czuktach taka stodoła. Widmo stodoły. Fizycznie nie ma jej tam od zawsze, czyli parę lat (upływ czasu czuktańskiego to osobny temat). Mimo to, polodowcowy widok na ostro widzialne w tej przejrzystości powietrza, a oddalone o pagórek lub 2 kilometry (taka miara, wzorzec jest w Sèvres) krowy, przesłania niezidentyfikowany, nieidentyfikowalny, naturopodobny zbiór różności. I nie są to, wbrew pozorom, deski tej, fizycznie właśnie w deskach obecnej, nieobecnej, z których zbudowana jest kinopracownia, sala weselna i, czekająca na uroczystą konsekrację, prywatna turbokatolicka świątynia nadwornego a(r)teisty wsi, w jednym.

Fizycznie rzecz ujmując jest to zapewne rodzaj Stodoły Schroedingera, a względna jej masa bezwzględnie istnieje (deszczółkowe vide górnoboczne), ale czy aktualnie jest energią, czy tylko postanowiła nieco inaczej, choć nie mniej przyzwoicie się zachowywać, bo akurat ktoś z pobliskiej orbity obdarzył ją sprawczą atencją, jest niedookreślone. I takie pozostanie na wieki wieków, czyli aż się klon na chatę zwali, albo chlew zapadnie.