Pan S.

„Pan S.”, Czukty 2015

Czai się gdzieś w ciemnym kącie mieszkania i czeka. Potem, przy nadarzającej się okazji staje z Tobą twarzą w twarz i zatapiasz się w jego wielkich ciemnych oczach, z których spływa tylko jedna łza. Pewnie to tylko odróżnia go od strachu. Ta, powodująca ucisk w dołku, łza.

A potem, jakby zasymiluje się z Tobą, prześlizgnie za Twoje powieki i będziecie razem, z poziomu już tylko Twoich oczu, nieco przygasłych (co zaobserwują tylko wnikliwi), patrzeć na świat.

I będzie tak, jakby do jasnego, nasyconego barwą pigmentu dodać odrobinę czerni. Mniej żywy, ale głębszy jakby, poważniejszy będzie ten płomień.

Ani to źle, ani dobrze, ot, taka natura spraw.